Azrael - mniejsze pisanie

To jest blog multimedialny, na którym zamieszczane będą pliki video, audio,a także zdjęcia...
Sun Apr 26

Agenci wokół Blidy

“Tygodnik Przeglad”,  Robert Walenciak, 2009-04-22


Ekspertyzy zlecone przez prokuraturę nie potwierdzają zeznań funkcjonariuszy ABW Robert Walenciak Dwa lata temu, 25 kwietnia 2007 r., zginęła Barbara Blida.
Przez ten czas w tej sprawie przesłuchano kilkudziesięciu świadków, zgromadzono dziesiątki akt materiałów, nad sprawą pracują prokuratura w Łodzi i sejmowa komisja śledcza.
Czy dzięki tej pracy możemy mówić, że okoliczności śmierci byłej posłanki są już bliskie wyjaśnienia? I tak, i nie. Bo jeżeli nawet wiemy już, dlaczego Barbara Blida zginęła, to wciąż nie wiemy jak.

Samobójstwo czy szamotanina?

Prokuratura przeprowadziła w sprawie śmierci Blidy bodajże siedem eksperymentów. I sęk w tym, że nie potwierdzają one zeznań funkcjonariuszy ABW.
Śledztwo w tej sprawie wciąż trwa (co samo w sobie wiele mówi), prokuratura bardzo pilnuje, by nie było żadnych przecieków, możemy się więc opierać na strzępach nieoficjalnych informacji.
Kluczową sprawą jest założenie, że była posłanka popełniła samobójstwo. Lecz sekcja zwłok stawia nad tą tezą znaki zapytania. Otóż, jak się okazuje, zagadkowy jest kierunek wlotu kuli. Jest on, jak się dowiedzieliśmy, pod kątem prostym, a w zasadzie lekko nachylony w kierunku lewej ręki. Blida była praworęczna. Proszę więc przeprowadzić eksperyment – wziąć w prawą rękę broń i strzelić do siebie z lewej strony. Tak się nie da. Jak więc zginęła? Ktoś strzelił do niej? Trudno w to uwierzyć. Może więc zginęła w szarpaninie z funkcjonariuszką ABW? Kiedy broń sama wystrzeliła? Ale wówczas nie byłoby to samobójstwo… Tej wersji obecna podczas zatrzymania funkcjonariuszka ABW zaprzecza. Twierdzi, że siedziała na oparciu fotela, w korytarzu, przed łazienką. Kłopot polega jednak na tym, że trudno jest te zeznania zweryfikować. Po pierwsze, funkcjonariuszka przeżyła załamanie nerwowe, więc nie można jej przesłuchiwać. Po drugie, dziwne są zeznania obecnych w domu Blidów funkcjonariuszy. Oni twierdzą, że strzału nie słyszeli. Tymczasem wszystkie eksperymenty pokazują, że musieli go usłyszeć. Dlaczego więc składają takie dziwne zeznania?
Po trzecie, nie sposób zrekonstruować wydarzeń w domu Blidów na podstawie śladów, bo zostały one zatarte. To jest rzecz najbardziej zdumiewająca, gdyż kto jak kto, ale ludzie ze służb specjalnych chyba wiedzą, jaką rolę odgrywają ślady i jak powinni się zachować w podobnej sytuacji. Nasuwa się więc pytanie: czy jakieś ślady były zacierane celowo? Z tego, co wiemy, wątpliwości budziły też badania śladów po prochu z wystrzelonego pistoletu. Dziwna też była obecność niektórych osób w domu Blidów. To wszystko pozostaje do wyjaśnienia.

Zleceniodawcy

Łatwiej nam natomiast odpowiedzieć na pytanie, jak doszło do tego, że oficerowie ABW wkroczyli do domu Blidów w obecności kamery. Tu nie było przypadku. Katowicka ABW i prokuratura co najmniej od stycznia 2006 r. polowały na Blidę, szukały na nią haków, różnym ludziom proponowano różne rzeczy w zamian za zeznania ją obciążające. Byłej posłance SLD założono podsłuch, otoczono agenturą. Pracował nad tym zespół ośmiu funkcjonariuszy ABW (potem było ich kilkunastu) i czterech prokuratorów.
Nad ich działaniami czuwali zwierzchnicy. W prokuraturze co tydzień odbywały się zebrania, podczas których prokuratorzy referowali przełożonym stan spraw.
Nad działaniami ABW pieczę sprawowała centrala w Warszawie, tropy wiodą do Grzegorza Ocieczka, zastępcy szefa ABW.
Na tropieniu Blidy budowano kariery – bo jak inaczej wytłumaczyć karierę prokuratora Krzysztofa Sieraka, który z prokuratury rejonowej awansował do prokuratury krajowej? Do centrali w Warszawie?
Na tropieniu Blidy budowano wielkie polityczne nadzieje – w lutym 2007 r., podczas nocnej narady u premiera Jarosława Kaczyńskiego, Zbigniew Ziobro zapewniał go, że za chwilę pokaże Polsce ów „układ”. I z okazji aresztowania Blidy szykowano wielką propagandową fetę.
Barbara Blida żyłaby, gdyby nie państwo PiS. Gdyby nie patologiczny mechanizm wiodący od góry do dołu.
Na górze mieliśmy ludzi, którzy wierzyli w „układ” i którzy wierzyli, że jak „układ” pokażą Polakom, to Polacy ich pokochają. Takie wnioski nasuwają się, gdy czytamy relacje z nocnej narady u premiera Kaczyńskiego, która odbyła się w lutym 2007 r. Jarosław Kaczyński wierzył w „układ” i z lubością planował jego rozbicie, to on decydował, czy Blidzie, gdy będzie aresztowana, należy założyć kajdanki, czy nie.
Zbigniew Ziobro znał tę słabość pryncypała. To on go zapewniał, że materiały obciążające byłą posłankę są stuprocentowe, że pokażą układ i pozwolą zniszczyć politycznych rywali PiS. Czy on też wierzył w „układ” czy też cynicznie manipulował swym przełożonym? Grał na jego emocjach, nadziejach?
Bo Ziobro – to także wyszło na jaw – był manipulatorem. Kłamał w Sejmie przed posłami i milionami Polaków, mówiąc, że o sprawie Blidy nic nie wiedział, że jego wiedza w tej sprawie była „sygnalna”. Manipulował – 25 kwietnia prokuratura dokonała zatrzymań w dwóch sprawach – jednej związanej z handlem węglem, drugiej – dotyczącej przetargów na obudowy górnicze. Jedno z drugim nie miało nic wspólnego. Ale Ziobro połączył te sprawy, mówił w Sejmie o kilkunastu aresztowanych, o jednej wielkiej aferze, o tym, że rozbito wielką mafię. Najpewniej to samo by mówił podczas konferencji prasowej, którą planowano urządzić w Katowicach w dniu aresztowań, ale śmierć Barbary Blidy te plany pokrzyżowała.
A przecież dobrze wiedział, jak było…
Mieliśmy łgarza za ministra sprawiedliwości.

W sieci

A jego współpracownicy? Oni, takie można mieć wrażenie, w żadne niuanse typu „układ” się nie bawili. Oni myśleli jak łapsy, żądni kariery, choćby po trupach. Chce mieć szef Blidę? To mu tę Blidę dostarczymy! Ma być brudna? To ją ubrudzimy! „Jak posiedzi, to zmięknie”, rechotał szef ABW Bogdan Święczkowski.
To kolejny przejaw patologii państwa PiS – cyniczni prokuratorzy i funkcjonariusze ABW. Na szczęście, nie wszyscy.
Ujawnione dotychczas materiały pokazują, jak prokuratorzy bronili się przed wkręceniem ich w politykę. To był taki mechanizm – otrzymywali zarzuty, weryfikowali je, okazywało się, że są one mało wiarygodne, nie sposób ich potwierdzić, więc próbowali ze sprawy się wyplątać. Na różne sposoby. Odkładając nieprawdziwe donosy na półkę, dyskutując z przełożonymi, przetrzymując sprawę… I za każdym razem śledztwo im odbierano, i szukano kolejnych ludzi, którzy wypełnią oczekiwania przełożonych. I za każdym razem powiększano zespoły tropiące, w myśl zasady – jak mocniej poszukamy, to znajdziemy.
Ale za sprawą ujawnionych materiałów wiemy jeszcze jedno. Jak w IV RP wykorzystywano służby specjalne do niszczenia ludzi. Sprawą Barbary Blidy zajmowało się ośmiu funkcjonariuszy ABW. To była specjalna grupa.
Ośmiu na jedną kobietę. Ta grupa zresztą się rozrastała, by w końcu liczyć kilkanaście osób.
Zanim grupa powstała, w siedzibie ABW prowadzono z Barbarą Kmiecik rozmowy. W ich wyniku pani Kmiecik oskarżyła kilka osób, w zamian wyszła na wolność, nie objął jej też akt oskarżenia.
Nasuwa się pytanie, czy rozmowa nie przebiegała w ten sposób: dasz coś na Blidę, to będziesz wolna? A gdy dała, czy próbowano zweryfikować jej oskarżenia? Dziś wiemy, że żadne z tych oskarżeń nie zostało potwierdzone. Ale umożliwiły one rozpoczęcie wielkiej operacji, z agenturą, z podsłuchami. Były też podstawą postanowienia o zatrzymaniu.
Warto przy tej okazji przypomnieć jeden epizod – otóż w roku 2000, latem, podczas kampanii prezydenckiej, UOP zatrzymał na podstawie zeznań swego konfidenta śląskiego biznesmena Krzysztofa Porowskiego. Podczas przesłuchania dano mu wybór: jeśli obciąży polityków lewicy, Kwaśniewskiego, Millera, Siemiątkowskiego, wyjdzie na wolność. Jeśli nie – będzie w areszcie. Porowski nikogo nie oskarżył, ale spędził w areszcie dwa lata. Dodajmy, na podstawie podobnych zeznań, podejrzewano go również o to, że korumpuje katowickich sędziów i prokuratorów. Oskarżenia się nie potwierdziły, ale na tej podstawie katowicka delegatura prowadziła tajną operację „Temida” przeciwko sędziom i prokuratorom, być może niektórych z nich werbując. I dodajmy jeszcze jedno – w grupie „pracującej” nad Blidą byli funkcjonariusze, którzy zajmowali się sprawą Porowskiego. M.in. Michał C. dowodził grupą, która przyszła ją zatrzymać.

Podsłuchy i agenci

A co robiło ośmiu tajniaków w sprawie Blidy? Czym się zajmowali? Na razie wiemy, że wokół byłej posłanki zainstalowano sieć agentów. ABW wiedziała, z kim Blida się spotyka, co mówi, co o niej mówią. To wszystko było notowane.
Blida miała też telefony na podsłuchu. Oficjalnie – od początku kwietnia. Ale, ponieważ w materiałach ABW przewijają się informacje uzyskane z podsłuchu, można śmiało zakładać, że podsłuchiwano ją bez zgody sądu. Na zasadzie – cztery dni i 23 godziny… (zgoda sądu jest potrzebna dla podsłuchów dłuższych niż pięć dni).
Prowadzono też działania psychologiczne. Kilka miesięcy temu jeden z rozmówców opowiedział nam taką historię: „Wokół Basi toczono grę. To było tak – agent spotykał się z jakimś jej znajomym i mówił, rzekomo w największej tajemnicy: słuchaj, mają na nią papiery, wiedzą wszystko, jak w banku sześć lat, widziałem nakaz aresztowania… Jak ludzie reagują w takiej sytuacji? Ten znajomy natychmiast biegł do Blidy i mówił: słuchaj, czy to prawda? Że ty? Bo mają wszystko! Bo jest nakaz… W ten sposób ją zaszczuwano”. Nasz informator mówi też o inspirowanych materiałach w mediach.
Ta armia ludzi, która pracowała nad Blidą kilka miesięcy, dzień w dzień, niczego nie znalazła. Zeznania pani Kmiecik się nie potwierdzały, wszystko wskazywało na to, że rok wcześniej wykpiła się funkcjonariuszom ABW nic nieznaczącymi opowiastkami. Tak zresztą sugerowała prowadząca sprawę Blidy prokurator. Za co została zbesztana. I usłyszała, że nie nadaje się na prokuratora. Ogrom zgromadzonego materiału pozwala więc na dość precyzyjne zrekonstruowanie machiny, która doprowadziła do śmierci Barbary Blidy. Od polityków, oczekujących potwierdzenia własnych teorii przez wysokich funkcjonariuszy państwa, którzy zbudowali zespoły ludzi, którzy Blidę inwigilowali, zbierali na nią haki, aż po szeregowych prokuratorów i funkcjonariuszy ABW, jednych niechętnych, drugich gorliwych, którzy odgrywali w tej machinie rolę trybików. Banalnych, śmiercionośnych trybików.

Dokładnie badam sprawę

– Czy wokół Barbary Blidy lokowano agenturę?
– Mogę tylko powiedzieć, że ABW i jej oficerowie działali aktywnie

Z Ryszardem Kaliszem przewodniczącym Komisji Śledczej do zbadania okoliczności tragicznej śmierci byłej posłanki Barbary Blidy rozmawia Robert Walenciak

– Gdy rozmawialiśmy w grudniu, mówił pan, że od stycznia komisja zacznie przesłuchiwać ludzi ABW. Tymczasem komisja stanęła. Co się stało?
– Mieliśmy przesłuchiwać funkcjonariuszy ABW na podstawie art. 25 ustawy o ochronie informacji niejawnych i punktu 18 załącznika numer 1 do tej ustawy, czyli z gwarancją, że ich dane identyfikacyjne byłyby chronione wieczyście. Dane, ale nie ich wiedza co do faktów. Tymczasem na cztery dni przed wyznaczonym przesłuchaniem otrzymałem pismo od szefowej Kancelarii Sejmu, pani Wandy Fidelus-Ninkiewicz, że jest to niemożliwe. Że najlepiej, gdyby te przesłuchania odbyły się w formule „ściśle tajne”, w siedzibie ABW.

– To trzeba było tak przesłuchiwać.
– A jakie byłyby tego konsekwencje? Każde słowo wypowiedziane w gryfie „ściśle tajne” jest chronione przez 50 lat! Czyli sprawozdanie, które sporządziłaby komisja, opierając się również – siłą rzeczy – na tego typu zeznaniach, co najmniej w połowie musiałoby być również ściśle tajne. Do ujawnienia po 50 latach. W takiej sytuacji prace komisji nie miałyby żadnego sensu. Rozpocząłem więc prawny bój.

– Z szefową Kancelarii Sejmu?
– Przedstawiłem jej na piśmie stanowisko prawne. A pani Fidelus miała swoich ekspertów, i twierdziła, że wszystko musi być ściśle tajne. Poczułem się jakby ogon kręcił psem. Bo mam związane ręce nie przez politykę, tylko przez organ o charakterze administracyjnym, powołany do obsługi posłów. Podjąłem więc rozmowy z prezesem Sądu Najwyższego i z kierownictwem ABW.

– I sprawę pan załatwił?
– Udostępniono nam specjalną salę w nowym budynku Sądu Najwyższego w Warszawie. I przesłuchania się odbywają. W warunkach ściśle tajnych. A istotą procedury jest, że gryf „ściśle tajne” dotyczy danych funkcjonariuszy, ich identyfikacji, ale nie dotyczy tego, co oni mówią. Owszem, niektóre fakty mogą podlegać ochronie, ale nie wszystkie.

– Oni i tak najczęściej powtarzają, że nic nie pamiętają.
– To jest inna sprawa. Ale trochę mówią. I z tej części, a także na podstawie zeznań złożonych w prokuraturze łódzkiej, mamy też mnóstwo innych dokumentów, można odtworzyć stan faktyczny.

– Czego zatem się dowiedzieliśmy? Co już wiemy?
– Informacją niezwykle istotną jest chociażby to, że w samym wątku politycznym pracowało ośmiu funkcjonariuszy ABW.

– Ośmiu naraz? Jednocześnie? Na jedną Blidę?
– Z tego, co już zostało ujawnione – to naraz.

Etap pierwszy: dlaczego nic nie macie na Blidę?

– Od kiedy?
– Ta sprawa miała różne etapy. Pierwszy etap to było postępowanie prowadzone od roku 2004 w Prokuraturze Rejonowej Katowice-Centrum-Zachód przez prokuratora Jacka Krawczyka.

– Ono dotyczyło tylko pani Barbary Kmiecik i łapówek, które, jak podejrzewano, dawała.
– To postępowanie toczyło się do stycznia 2006 r., kiedy wniesiono akt oskarżenia przeciwko Barbarze Kmiecik.

– A Blida w tej sprawie się „przewijała”?
– Pewne okoliczności związane z Barbarą Blidą były sprawdzane. Badano m.in. umowę dotyczącą budowy basenu w domu Blidów w Szczyrku. Ale okazało się, że wszystko jest lege artis, że niczego Barbarze Blidzie nie można zarzucić. To się górze nie spodobało. Od 1 listopada 2005 r., po wygranych przez PiS wyborach, ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym był Zbigniew Ziobro. I zaraz w listopadzie nowe kierownictwo zwróciło się, poprzez strukturę prokuratury, do prokuratora Krawczyka o informacje. Mało! Pilnuje tego jego zwierzchnik w prokuraturze Katowice-Centrum-Zachód, prokurator Krzysztof Sierak. Dyscyplinuje go.

– Przesłuchiwany przez komisję Sierak twierdził, że o sprawie w ogóle nic nie wiedział…
– Mówił, że o tym zapomniał.

– On się przyznał dopiero wtedy, kiedy pokazano mu jego adnotacje na aktach sprawy. A wcześniej szedł w zaparte. Moim zdaniem zwyczajnie was oszukiwał.
– Za składanie fałszywych zeznań grozi kara do trzech lat więzienia…

– W styczniu 2006 r. mamy więc taką sytuację: swój akt oskarżenia kieruje do sądu Jacek Krawczyk. Barbara Kmiecik przebywa w areszcie. A jednocześnie w styczniu 2006 r. Krzysztof Sierak otrzymuje awans na prokuratora okręgowego i tam otwiera na nowo sprawę powiązań Barbary Kmiecik i Barbary Blidy. I śledztwo powierza Emilowi Melce.
– Styczeń 2006 r. jest ważną cezurą. W tym samym czasie Zbigniew Ziobro zawozi do siedziby partii PiS akta dotyczące sprawy afery paliwowej.

– Z nich wynika, że w aferę mogą być zamieszane spółki związane z Porozumieniem Centrum, pierwszą partią Kaczyńskich. Spółka Solo…
– Stawiam hipotezę, że wówczas, w siedzibie PiS, podjęta została decyzja, że nie ma co wchodzić w sprawy mafii paliwowej, że lepiej szukać „wyjścia” na lewicę poprzez aferę węglową. Tę teorię uwiarygodniają dalsze losy śledztwa przeciwko mafii paliwowej – zostało ono rozbite na wiele wątków, porozrzucane po kraju. Za to na Śląsku ABW i prokuratura wracają do Barbary Kmiecik.

ABW odwiedza panią Kmiecik

– To znaczy…
– Melka prowadzi śledztwo – to raz. A po drugie, Barbarę K. odwiedzają w areszcie funkcjonariusze ABW.

– To jest marzec 2006 r.?
– To jest ten okres. Następnie, przy kolejnym spotkaniu, przewożą ją do siedziby ABW w Katowicach, gdzie, w relatywnie luksusowych warunkach, prowadzone są z nią rozmowy. Oczywiście Barbara K. bardzo chce wyjść z aresztu, oczywiście ma także świadomość pewnej sytuacji, o której mówił przed komisją prokurator Krawczyk, że było nastawienie na poszukiwanie „układu lewicowego”.

– Znamy przebieg tych rozmów?
– Te rozmowy nie były protokołowane.

– Nie były?
– Część była. Jest dziewięć protokołów. Te spotkania były coraz częstsze. Doszło do złożenia przez Barbarę K. zeznań w ABW, były one bardzo obszerne i dotyczyły wielu osób. Barbara K. zaczęła mówić rzeczy, których nie mówiła w poprzednim postępowaniu, u Krawczyka.

– Ile było rozmów Barbary Kmiecik w ABW?
– Nie jest to wyszczególnione. Ale można to odtworzyć na podstawie dokumentów związanych z odwiedzinami w areszcie, są także informacje, kiedy opuszczała areszt i była przewożona w inne miejsce.

– Po złożeniu zeznań wyszła na wolność. To był ten deal – wychodzi na wolność i nie trafia na ławę oskarżonych…
– W czerwcu 2006 r. sąd okręgowy uchylił wobec Barbary K. tymczasowy areszt. I od razu nasuwa się myśl, jaka była relacja między sądem okręgowym a delegaturą ABW w Katowicach. n Szefem delegatury był pan Śliwiński a prezesem sądu jego żona – pani Śliwińska. Przypominał o tym w lutym 2007 r., podczas nocnego spotkania u Jarosława Kaczyńskiego, szef ABW Bogdan Święczkowski. Że nie po to ma się swojego prezesa, żeby takich rzeczy nie można było załatwić. Mówił o tym Janusz Kaczmarek.

ABW bierze pod obcas prokuratora Balasa

– Barbara K. zostaje więc wypuszczona, ale śledztwo siada. Widać wyraźnie, że prowadzący je prokurator Emil Melka nie ma do niego serca. On czuje, że ta sprawa ma charakter polityczny. Więc w październiku, listopadzie 2006, gdy szefem ABW został Bogdan Święczkowski, zapada kolejna decyzja. Śledztwo dostaje prokurator Tomasz Balas, do pomocy otrzymuje jednego asesora, a w styczniu 2007 r. kolejnych dwóch. Ale żeby Balas znał swoje miejsce w szyku, w grudniu 2006 r., poza strukturami prokuratury, zostaje wezwany do Warszawy, do siedziby ABW. Tam ma spotkanie z Bogdanem Święczkowskim i jego zastępcą, Grzegorzem Ocieczkiem, który również wywodził się z katowickiej prokuratury.

– Powiedział wam, po co?
– Zasłonił się gryfem „ściśle tajne”. Wystąpiłem więc do ówczesnego prokuratora generalnego Zbigniewa Ćwiąkalskiego o zwolnienie go z tej tajemnicy. I w warunkach ściśle tajnego posiedzenia komisji pan Balas udzielił wyczerpujących informacji na temat tego, co działo się podczas spotkania w Warszawie.

– Czy jego przełożeni wiedzieli, po co jechał do Warszawy i jakie podczas tego spotkania w ABW podjęto ustalenia?
– Nie. To było poza prokuraturą.

– To co, konspiracja w konspiracji?
– Wtedy szefami ABW byli dwaj prokuratorzy, jego koledzy. Poza tym, królowało takie przeświadczenie, że struktury państwa ich nie obchodzą.

– Ale w ten sposób prokurator Balas stał się de facto tajnym współpracownikiem ABW.
– Pan to ocenia jak chce. Ja stwierdzam, że poza strukturami prokuratury został zaproszony przez szefa i wiceszefa ABW.

Ośmiu z ABW przeciwko Blidzie

– To spotkanie oznaczało, że do śledztwa wkroczyła też szeroko ABW?
– Jak powstała nowa ekipa prokuratorów, zresztą bez żadnego formalnego powołania, to okazało się, że również w listopadzie 2006 r. powołano w katowickim ABW grupę ośmiu funkcjonariuszy, którzy mieli zająć się wątkiem politycznym. W kolejnych tygodniach do tej grupy doszło kilku kolejnych funkcjonariuszy. Ja sam nie jestem w stanie określić, ilu ich tam było. Kilkanaście osób pracowało przy tej sprawie.

– W sprawie Blidy czy w sprawie afery węglowej?
– Tam wprawdzie wyodrębniono ok. 40 wątków, podzielono je na cztery koszyki i rozdzielono między czterech prokuratorów, ale funkcjonariuszy ABW nie przydzielono do żadnego koszyka, oni funkcjonowali „przy sprawie”. Ale na podstawie czynności, które wypełniali, można powiedzieć, że głównie zajmowali się wątkiem politycznym.

– Czyli Blidą.
– Nie tylko. Wątek polityczny sięgał też innych osób. Z których później zrezygnowano.

– Zastanawiam się, co ta armia ludzi robiła, bo przecież okazało się, że opowieści Barbary Kmiecik w wielkim stopniu były nieprawdziwe.
– Postępowanie prowadzone wtedy przez prokuraturę okręgową i ABW zmierzało nie do tego, żeby weryfikować zeznania Barbary K., tylko żeby je potwierdzać. To jest różnica!

– Akta sprawy Barbary Blidy liczą 44 tomy. Do listopada 2006 r. powstały dwa tomy, pozostałe 42 wytworzono do kwietnia 2007 r. To dorobek pracy czterech prokuratorów i ośmioosobowego zespołu funkcjonariuszy ABW?
– Później jeszcze rozszerzonego o kolejnych funkcjonariuszy.

– Czy ten oddział ludzi pozyskał jakieś nowe informacje? Czy wciąż bazował na tym, co powiedziała Barbara Kmiecik?
– Oni wykonywali działania, które w swej istocie przynależą ABW. Operacyjne. A także wykonywali działania na podstawie zleceń prokuratorskich, a nawet można przypuszczać, że inspirowali pewne działania operacyjne.

– Co to znaczy działania operacyjne? Podsłuchy, agentura?
– Działania operacyjne Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego podlegają ochronie prawnej. W związku z tym nic panu nie mogę powiedzieć. Mogę tylko powiedzieć, że to co, jest w aktach, jest bardzo interesujące.

– Czy wokół Barbary Blidy lokowano agenturę?
– Pyta pan o sprawy ściśle tajne. Mogę tylko powiedzieć, że ABW i jej oficerowie działali aktywnie.

Kto kierował spec-zespołem?

– Jedną z wielkich afer III RP była tzw. sprawa szafy płk. Lesiaka, czyli zespołu, który działał w Urzędzie Ochrony Państwa i który zajmował się politykami PC, RdR, pieniędzmi PC. Oficerowie pracujący w zespole trafili pod sąd, który sprawę umorzył, bo się przedawniła. Widzę tu oczywistą analogię. Gdyby Barbara Blida nie była w Sojuszu Lewicy Demokratycznej, partii, z którą Prawo i Sprawiedliwość walczyło, byłaby bezpieczna. Tymczasem powstał zespół tajniaków, którego zadaniem było zbieranie materiałów ją obciążających pod wcześniejszą tezę, zbieranie haków, inwigilowanie, który – to bardzo prawdopodobne – inspirował świadka do składania fałszywych zeznań. Pojedynczy prokuratorzy czy funkcjonariusze mogli sobie nie zdawać sprawy, w jakim szambie są zamoczeni. Ale tak to wyglądało!
– Pan stawia tezę. My te wszystkie tezy sprawdzamy. Natomiast ustawa mówi wyraźnie, że działalność operacyjna podlega tajemnicy państwowej.

– Czy będziecie przesłuchiwać w komisji Barbarę Kmiecik?
– Na ten temat w komisji dyskutujemy. Decyzji jeszcze nie ma.

– Weryfikacja jej zeznań pokazała, że ona je, przynajmniej w dużej części, koloryzowała i zmyślała. Nasuwa się więc pytanie: czy robiła to z własnej inicjatywy, czy też na sugestię prowadzących przesłuchanie?
– Ma pan świadomość, że jeżeli Barbara K. powiedziałaby przed komisją, że zmyślała, to miałaby zarzuty karne?

– Prokuratura w Łodzi mogłaby dać jej specjalny status. Wtedy może by powiedziała, jak to było podczas tych wszystkich przesłuchań w roku 2006. Do czego ją namawiano…
– Prawnie jest to możliwe. Ale to jest pytanie do prokuratury w Łodzi.

– Czy spotkał się pan z taką sprawą, że jedną osobą zajmuje się czterech prokuratorów i ośmiu tajniaków?
– Nie. Sprawa, w której tego samego dnia, 25 kwietnia 2007 r., zatrzymano osiem osób, dotycząca przetargów na obudowy górnicze, dotyczyła znacznie większych pieniędzy. A pracował nad nią jeden prokurator. I jeden, może dwóch policjantów. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego tym się nie zajmowała. Notabene, Zbigniew Ziobro tę sprawę chciał propagandowo połączyć z aferą węglową – więc zatrzymania odbyły się tego samego dnia. Tego dnia mówił zresztą w Sejmie, że była to jedna sprawa, że zatrzymano 13 osób.

– Kto w ABW kierował działaniami zespołu przeciwko Blidzie?
– Był funkcjonariusz, który tym kierował w ramach delegatury katowickiej. Był szef delegatury katowickiej. Ale z wielu przesłanek można wysnuć hipotezę, że nad sprawą czuwało ścisłe kierownictwo ABW. A ścisłe kierownictwo Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego miało też swojego szefa, z czym się nie kryło. Jak mówił pan Święczkowski – każdy ma swojego szefa, pod którego jest podłączony.

Co się zdarzyło 25 kwietnia?

– Gdy rozmawialiśmy w grudniu, mówił pan, że ekspertyzy dotyczące śmierci Barbary Blidy są zagadkowe.
– Mieliśmy w komisji okazję obejrzeć siedem eksperymentów śledczych, sfilmowanych, tam na miejscu robionych, z udziałem faktycznych uczestników zdarzenia. Udało mi się też wynegocjować z prokuraturą łódzką, że dostęp do jej akt otrzyma stały ekspert komisji ds. kryminalistyki, dr Michał Gramatyka. Zleciłem mu przedstawienie jego własnej ekspertyzy tego, co zdarzyło się 25 kwietnia 2007 r. I on nad tym pracuje.

– Ale wy już wiecie, kto był 25 kwietnia w domu Barbary Blidy?
– Wiemy już bardzo dużo. Mamy zeznania. Wiemy, kto tam był, jacy prokuratorzy, jacy funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Wiemy, kto filmował, wiemy też, kto przywiózł osobę filmującą.

– Ale nie wiecie, na czyje polecenie.
– Wiemy już dużo. Zrobiliśmy pewne sprawdzenia. Ale jeszcze nie chciałbym tego ujawniać.

– Czy macie dostęp do billingów?
– Jest to jedna z czynności dowodowych, którą komisja może w każdej chwili przeprowadzić.

– Kiedy komisja skończy prace?
– Gdy zakończy wszystkie przesłuchania. Jesteśmy na etapie przesłuchań funkcjonariuszy, następnie słuchani będą policjanci. Potem – pełnomocnik jednej z osób, kilka osób, które mają wiedzę w tej sprawie… Później zaprosimy kierownictwo – prokuratury, ABW i policji. A po nich przechodzimy do słuchania polityków. Czyli, oczywiście, Janusz Kaczmarek jako szef MSWiA, później min. Ziobro, no i pan premier Kaczyński.

– Czy nie za wolno pracujecie? I nie za cicho?
– Bo nie ma przecieków? To chyba dobrze, prawda? A czy za wolno? Proszę pamiętać, to jest ogrom materiału, to są nie tylko przesłuchania, trzeba siedzieć nad dokumentami, a czasami spór z szefową Kancelarii Sejmu. A po drugie – to nie jest wyścig. To jest dokładne zbadanie sprawy.

Wed Dec 5

Wniosek LiD o powołanie Komisji Śledczej

Projekt


UCHWAŁA

Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej

z dnia …………….2007 r.


w sprawie powołania Komisji Śledczej do zbadania okoliczności tragicznej śmierci byłej posłanki Barbary Blidy.


Na podstawie art. 111 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej oraz art. 1 i 2 ustawy z dnia 21 stycznia 1999 r. o sejmowej komisji śledczej (Dz. U. Nr 35, poz. 321 z późn. zm.), Sejm Rzeczypospolitej Polskiej uchwala co następuje:


Art. 1.


Sejm Rzeczypospolitej Polskiej powołuje Komisję Śledczą do zbadania okoliczności tragicznej śmierci byłej posłanki Barbary Blidy.


Art. 2.


Do zakresu działania Komisji należy:

  1. wyjaśnienie i zbadanie okoliczności w jakich doszło do tragicznej śmierci byłej posłanki Barbary Blidy;

  2. zbadanie legalności i zgodności z obowiązującymi procedurami czynności przeprowadzanych w domu byłej posłanki Barbary Blidy przez funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w dniu 25 kwietnia 2007 r.;

  3. ustalenie zakresu odpowiedzialności osób, których zadaniem było właściwe przygotowanie i zapewnienie właściwego przebiegu w dniu 25 kwietnia 2007 r. czynności ABW związanych z osobą byłej posłanki Barbary Blidy;

  4. zbadanie legalności działań Prokuratury w postępowaniu zmierzającym do przedstawienia zarzutów byłej posłance Barbarze Blidzie.


Art. 3.


W skład Komisji wchodzi 9 członków.


Art. 4.


Uchwała wchodzi w życie z dniem podjęcia.

Uzasadnienie


W dniu 25 kwietnia 2007 r., o godzinie 6 rano, na polecenie ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, do domu byłej posłanki SLD Barbary Blidy wtargnęła ekipa funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, w celu jej zatrzymania. Po przystąpieniu do czynności, na skutek ewidentnych błędów funkcjonariuszy ABW, doszło do tragicznej śmierci posłanki – jak wynika z opinii biegłych popełniła ona samobójstwo.

Barbara Blida była w Polsce osobą powszechnie znaną i szczególnie szanowaną na Śląsku. Jej tragiczna śmierć wywołała oburzenie i gniew. Szeroki rezonans społeczny tej sprawy, a także ujawniane co chwila nowe okoliczności, spowodowały, że zaczęto zadawać liczne pytania o okoliczności tego zdarzenia i podstawy prawne akcji ABW.

Niestety, prokuratura prowadząca postępowanie wyjaśniające, nie potrafi nadal udzielić jednoznacznej odpowiedzi, dlaczego doszło do tej strasznej tragedii.

Dziś wiemy, że do zatrzymania Barbary Blidy przyczynili się bezpośrednio najważniejsi politycy Prawa i Sprawiedliwości – zarówno premier Jarosław Kaczyński, jak i minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. To właśnie oni, podczas nieformalnych spotkań z udziałem szefa ABW, poprzedzających akcję w domu Barbary Blidy – zaplanowali przeprowadzenie zatrzymania w taki sposób, aby następnie z premedytacją wykorzystywać ten fakt do rozprawienia się z oponentami politycznymi. Planowali jeszcze tego samego dnia odbycie spektakularnej konferencji prasowej, na której zamierzali pokazać materiał filmowy z akcji ABW w Siemianowicach Śląskich.

Prowadzenie tej brudnej gry miało zapewnić Prawu i Sprawiedliwości przewagę nad przeciwnikami politycznymi – przyczyniło się jednak do śmierci człowieka, nieskazitelnego polityka i wieloletniego parlamentarzysty.

Pod powszechnie stawianymi żądaniami wyjaśnień okoliczności, w jakich doszło do śmierci posłanki B. Blidy, a także rzeczywistych motywów jej zatrzymania, dochodzenie wszczęła prokuratura oraz ABW. Są to jednak instytucje nadzorowane zarówno przez premiera, jak i ministra sprawiedliwości. Oznacza to, że władza kontrolowała de facto sama siebie, sama wyjaśniała zgłaszane wątpliwości i określała zakres swojej odpowiedzialności.

W sprawie tragicznej śmierci byłej posłanki na Sejm RP – do dziś nic nie ustalono, pomimo, że w medialnych środkach przekazu wskazywano na szereg nieprawidłowości, zwłaszcza w działaniach funkcjonariuszy ABW, a także na kłamliwe informacje upubliczniane przez przedstawicieli aparatu państwowego.

W lipcu br., ujawniono zapis – pełnej napięcia – rozmowy szefa katowickiej prokuratury apelacyjnej, Tomasza Janeczka i prokuratora Emila Melki – odsuniętego, z niewyjaśnionych powodów, od śledztwa w sprawie Barbary Blidy. Wynika z niego, że – w ocenie prokuratora E. Melki – w sprawie zatrzymania byłej posłanki nie istniały żadne dowody pozwalające przedstawić zarzuty, ani powody jej spektakularnego zatrzymywania.

Sprawę komplikują dodatkowe okoliczności. Jak wynika z zeznań b. Komendanta Głównego Policji – Konrada Kornatowskiego, po śmierci posłanki Minister Sprawiedliwości – Zbigniew Ziobro zlecił bezpośrednio szefowi policji, by zebrał wszystkie przypadki przestępstw, związanych z mafią węglową i przeanalizował je pod kątem ewentualnych związków tragicznie zmarłej – z grupami przestępczymi.

Te fakty bulwersują i oburzają. Przede wszystkim zaś wymagają rzetelnej weryfikacji.

Posłowie Klubu Parlamentarnego SLD, wnioskowali o powołanie komisji śledczej od samego początku. Jednak na skutek arbitralnej decyzji Marszałka Sejmu – Ludwika Dorna, z Prawa i Sprawiedliwości – projekt naszej uchwały w tej sprawie nie został dopuszczony w Sejmie do pierwszego czytania. Stało się tak, pomimo, że powołania komisji chciała większość ugrupowań zasiadających w parlamencie.

Postępowanie najwyższych funkcjonariuszy państwowych, prezesa i członków Rady Ministrów jest sprzeczne z wszelkimi zasadami i napawa niepokojem. Oczekujemy ujawnienia prawdziwych motywów i przesłanek zorganizowania w domu Barbary Blidy akcji funkcjonariuszy ABW.

W naszej ocenie, jednym skutecznym sposobem może być w tym względzie powołanie komisji śledczej, gdyż zarówno prokuratura, jak i ABW – nadal pozostają w sprawie stroną.

W interesie elementarnej sprawiedliwości i uczciwości politycznej jest powołanie sejmowej komisji śledczej dla wyjaśnienia okoliczności tragicznej śmierci posłanki na Sejm RP, Barbary Blidy.

Sat Jul 21
Neil 4.
Neil 3.
Neil 3.
Neil 2.
Neil 1.
Sat Jul 7
Eric Calpton… i BB King!
Clapton… i John Lennon!
Clapton - “Motherless child”